wtorek, 22 kwietnia 2014

Four.

Johannesa obudziło głośne pukanie do drzwi. Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. "Pusto?" Sięgnął po telefon leżący na szafce nocnej. "Jest po dwunastej... do cholery nawet w sobotę nie dadzą się wyspać." Pukanie stawało się coraz głośniejsze. Westchnął głośno i podniósł się z łóżka. Podszedł do drzwi miotając pod nosem przekleństwami. Otworzył i od razu poczuł ból w okolicy klatki piersiowej. Zerknął w dół. Dziewczę o fioletowych włosach wpatrzone w koniec korytarza uderzało w niego swoją małą pięścią najwyraźniej nie zauważając żadnej różnicy między nim, a drzwiami.
- Zuzka! - krzyknął - Skończ już.
Dziewczyna spojrzała na niego i wepchnęła go do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
- O co... - zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć.
- Gdzie chłopaki? - zapytała.
- Po co... - znów próbował się czegoś dowiedzieć.
- Jo, gdzie są chłopaki do cholery?! - krzyknęła poirytowana.
- Skąd mam wiedzieć dopiero co wstałem, dzięki wielkie za przemiłą pobudkę!
- Jeżu...pewnie znowu się obżerają w hotelowym bufecie. - wywróciła oczami i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
- Kobiety... - westchnął Hannes, i jakby nic się nie wydarzyło wrócił do łóżka i nakrył głowę poduszką.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Max ruchy, ona zaraz tutaj będzie! - spanikowany Fabi szarpał koszulkę przyjaciela.
- No czekaj! Przecież nie powiem tym ciastkom żeby zjadły się same! - odparł nie zważając na ponaglenia i nałożył sobie jeszcze trzy babeczki.
- Max, ja to rozumiem, ale w tej sytuacji na prawdę...
- Halbig! Schlichter! - rozwścieczona Zuza wparowała do hotelowej stołówki.
- To nie ja! - zawył lokers - To on mnie tu przytargał, to wszystko jego wina!
- Ja?! - zdziwił się Halbig Junior - Ja nie mam z tym nic wspólnego. Spotkałem go tu przypadkiem i właśnie mu mówiłem, że... - urwał w pół słowa spostrzegając wyraz twarzy dziewczyny.
- Siadaj. - powiedziała spokojnie. Chłopak natychmiast wykonał polecenie.
- Stary, dajesz sobą pomiatać szesnastolatce? - wyszeptał Max.
- Gdyby jej oczy były karabinami maszynowymi obaj bylibyśmy już dawno martwi. - odszepnął Fabi wbijając wzrok w Zuzę.
- Wyraźnie wam powiedziałam, że macie, po pierwsze: Czekać na mnie w waszym pokoju, po drugie: Powiedzieć o tym Jo.
- Kiedy on spał, i co niby miałem zrobić? - zapytał Fabian rozkładając ręce.
- Nie mam pojęcia... Może go obudzić?!
- Daj spokój, Ty chyba nigdy jeszcze nie widziałaś rozwścieczonego Jo. - stwierdził zrezygnowany Halbig.
- Nie ważne. - westchnęła dziewczyna - Wracajmy na górę póki Tamara jeszcze się nie zorientowała, że nie ma mnie w pokoju. - wzięła z talerza Maksa jedną z trzech zabranych przez niego babeczek i ruszyła do windy.
- Ona... - zaczął Max, ale Fabi wetknął mu w usta drugą, a ostatnią wziął dla siebie po czym obaj ruszyli w ślad za fioletową.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Można wiedzieć po co nas tu uziemiłaś? - pyta Jo siadając na łóżku.
- Z powodu Tamary - odpowiada Zuza poważnie.
- A może jakieś konkrety? - Max nie ukrywa zniecierpliwienia.
- Ma urodziny. Chcę jej coś zorganizować, tylko potrzebuję waszej pomocy.
- Przedstaw plan dziaaaa... łania. - mówi Hannes ziewając.
- Czyli, że pomożecie? - fioletowa zerka na niego podejrzliwie.
- A mamy wybór? - parska śmiechem Fabi.
- Teoretycznie tak. - wzrusza ramionami dziewczyna.
- Kiedy ma te urodziny? - pyta zrezygnowany Max.
- Jutro. 
- I mówisz nam to teraz?! - Jo zrywa się na równe nogi.
- Pomyślałam, że jak będziecie zmuszeni działać pod presją czasu to szybciej wam pójdzie. - uśmiecha się szeroko. Jo uderza się otwartą dłonią w czoło. Max i Fabi wymieniają spojrzenia.
- No to chociaż powiedz nam od razu co mamy robić, bo jeśli będziemy tutaj tak sterczeć to nie wyrobimy się nawet na przyszły tydzień. - mówi starszy z Halbigów.
- Ja widzę to tak: Jo niech zajmie czymś Tamarę... - zaczyna Zuza
- Czyli czym? - przerywa jej Jo otwierając szeroko oczy.
- Nie wiem idź z nią pochodź po mieście, albo zabierz do kina, wysil się jakoś. Aha i nie wracajcie przed północą.
- Ty żartujesz? 
- Dlaczego mam żartować?
- Nie ma mowy żebym gdziekolwiek z nią wychodził. Poza tym z jakiej racji to mam być ja? 
- Tu mi się do niczego nie przydasz. - wzrusza ramionami - A poza tym... - zerka na zegar wiszący na ścianie - ...powinieneś iść od razu. - łapie chłopaka za nadgarstek, wyprowadza na korytarz i zatrzaskuje drzwi zanim zdąży cokolwiek powiedzieć. Dla pewności przekręca klucz w zamku.
- No dobra, to teraz zostaje nam tylko przyozdobić salę i zorganizować jedzenie. Jacyś chętni co do jedzenia? - spogląda na nich pytającym wzrokiem.
- W sumie to ja mogę. - Max lekko podnosi rękę tak jakby zgłaszał się do odpowiedzi w szkole
- Okej, w takim razie ja i Fabi zajmiemy się dekoracjami..,
- Na przykład?
- Na przykład balony.
- Dwa już macie. - zaśmiewa się Max i wychodzi zanim Zuza zdąży wymierzyć mu cios w głowę. Fabian nie ma tyle szczęścia i za swój stłumiony chichot obrywa dwa razy mocniej.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------