Johannesa obudziło głośne
pukanie do drzwi. Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. "Pusto?"
Sięgnął po telefon leżący na szafce nocnej. "Jest
po dwunastej... do cholery nawet w sobotę nie dadzą się wyspać." Pukanie stawało się coraz
głośniejsze. Westchnął głośno i podniósł się z łóżka. Podszedł do drzwi
miotając pod nosem przekleństwami. Otworzył i od razu poczuł ból w okolicy
klatki piersiowej. Zerknął w dół. Dziewczę o fioletowych włosach wpatrzone w
koniec korytarza uderzało w niego swoją małą pięścią najwyraźniej nie
zauważając żadnej różnicy między nim, a drzwiami.
-
Zuzka! - krzyknął - Skończ już.
Dziewczyna
spojrzała na niego i wepchnęła go do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
-
O co... - zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć.
-
Gdzie chłopaki? - zapytała.
-
Po co... - znów próbował się czegoś dowiedzieć.
-
Jo, gdzie są chłopaki do cholery?! - krzyknęła poirytowana.
-
Skąd mam wiedzieć dopiero co wstałem, dzięki wielkie za przemiłą pobudkę!
-
Jeżu...pewnie znowu się obżerają w hotelowym bufecie. - wywróciła oczami i
wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
-
Kobiety... - westchnął Hannes, i jakby nic się nie wydarzyło wrócił do łóżka i
nakrył głowę poduszką.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
-
Max ruchy, ona zaraz tutaj będzie! - spanikowany Fabi szarpał koszulkę
przyjaciela.
-
No czekaj! Przecież nie powiem tym ciastkom żeby zjadły się same! - odparł nie
zważając na ponaglenia i nałożył sobie jeszcze trzy babeczki.
-
Max, ja to rozumiem, ale w tej sytuacji na prawdę...
-
Halbig! Schlichter! - rozwścieczona Zuza wparowała do hotelowej stołówki.
-
To nie ja! - zawył lokers - To on mnie tu przytargał, to wszystko jego wina!
-
Ja?! - zdziwił się Halbig Junior - Ja nie mam z tym nic wspólnego. Spotkałem go
tu przypadkiem i właśnie mu mówiłem, że... - urwał w pół słowa spostrzegając
wyraz twarzy dziewczyny.
-
Siadaj. - powiedziała spokojnie. Chłopak natychmiast wykonał polecenie.
-
Stary, dajesz sobą pomiatać szesnastolatce? - wyszeptał Max.
-
Gdyby jej oczy były karabinami maszynowymi obaj bylibyśmy już dawno martwi. -
odszepnął Fabi wbijając wzrok w Zuzę.
-
Wyraźnie wam powiedziałam, że macie, po pierwsze: Czekać na mnie w waszym
pokoju, po drugie: Powiedzieć o tym Jo.
-
Kiedy on spał, i co niby miałem zrobić? - zapytał Fabian rozkładając ręce.
-
Nie mam pojęcia... Może go obudzić?!
-
Daj spokój, Ty chyba nigdy jeszcze nie widziałaś rozwścieczonego Jo. -
stwierdził zrezygnowany Halbig.
-
Nie ważne. - westchnęła dziewczyna - Wracajmy na górę póki Tamara jeszcze się
nie zorientowała, że nie ma mnie w pokoju. - wzięła z talerza Maksa jedną z
trzech zabranych przez niego babeczek i ruszyła do windy.
-
Ona... - zaczął Max, ale Fabi wetknął mu w usta drugą, a ostatnią wziął dla
siebie po czym obaj ruszyli w ślad za fioletową.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-
Można wiedzieć po co nas tu uziemiłaś? - pyta Jo siadając na łóżku.
-
Z powodu Tamary - odpowiada Zuza poważnie.
-
A może jakieś konkrety? - Max nie ukrywa zniecierpliwienia.
-
Ma urodziny. Chcę jej coś zorganizować, tylko potrzebuję waszej pomocy.
-
Przedstaw plan dziaaaa... łania. - mówi Hannes ziewając.
-
Czyli, że pomożecie? - fioletowa zerka na niego podejrzliwie.
-
A mamy wybór? - parska śmiechem Fabi.
-
Teoretycznie tak. - wzrusza ramionami dziewczyna.
-
Kiedy ma te urodziny? - pyta zrezygnowany Max.
-
Jutro.
-
I mówisz nam to teraz?! - Jo zrywa się na równe nogi.
-
Pomyślałam, że jak będziecie zmuszeni działać pod presją czasu to szybciej wam
pójdzie. - uśmiecha się szeroko. Jo uderza się otwartą dłonią w czoło. Max i
Fabi wymieniają spojrzenia.
-
No to chociaż powiedz nam od razu co mamy robić, bo jeśli będziemy tutaj tak
sterczeć to nie wyrobimy się nawet na przyszły tydzień. - mówi starszy z
Halbigów.
-
Ja widzę to tak: Jo niech zajmie czymś Tamarę... - zaczyna Zuza
-
Czyli czym? - przerywa jej Jo otwierając szeroko oczy.
-
Nie wiem idź z nią pochodź po mieście, albo zabierz do kina, wysil się jakoś.
Aha i nie wracajcie przed północą.
-
Ty żartujesz?
-
Dlaczego mam żartować?
-
Nie ma mowy żebym gdziekolwiek z nią wychodził. Poza tym z jakiej racji to mam
być ja?
-
Tu mi się do niczego nie przydasz. - wzrusza ramionami - A poza tym... - zerka
na zegar wiszący na ścianie - ...powinieneś iść od razu. - łapie chłopaka za
nadgarstek, wyprowadza na korytarz i zatrzaskuje drzwi zanim zdąży cokolwiek powiedzieć.
Dla pewności przekręca klucz w zamku.
-
No dobra, to teraz zostaje nam tylko przyozdobić salę i zorganizować jedzenie.
Jacyś chętni co do jedzenia? - spogląda na nich pytającym wzrokiem.
-
W sumie to ja mogę. - Max lekko podnosi rękę tak jakby zgłaszał się do
odpowiedzi w szkole
-
Okej, w takim razie ja i Fabi zajmiemy się dekoracjami..,
-
Na przykład?
-
Na przykład balony.
-
Dwa już macie. - zaśmiewa się Max i wychodzi zanim Zuza zdąży wymierzyć mu cios
w głowę. Fabian nie ma tyle szczęścia i za swój stłumiony chichot obrywa dwa
razy mocniej.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------